anna

co w internecie piszczy...

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Na YouTube jest nowa moda. Moda na covery ukulele. Dla mniej zorientowanych, ukulele to taka mała, hawajska gitarka na 4 struny. Brzmi niesamowicie ;)







16.05.2010 o godz. 11:29
Nie było mnie tu dość długo, ale w końcu się zmobilizowałam. A tak serio to po prostu chciałam napisać kilka słów. Odkryłam niedawno Florence & The Machine i nie mogłam się powstrzymać, żeby tu czegoś o nich nie napisać. Kocham ich muzykę, zupełnie oszalałam na ich punkcie. 'Dog Days are over' ciągle brzmi w mojej głowie. Genialne. A do tego podziwiam wokalistkę, która potrafi biegać po scenie na niebotycznie wysokich obcasach i nadal brzmieć tak dobrze:

11.04.2010 o godz. 18:04
Mam dość telewizora sąsiadów, który całymi dniami buczy, rozkręcony na cały regulator. Mam dość hałasu za oknem, alfabetu fonetycznego i miliarda szczegółów z językoznawstwa. Nie chce mi się rano wstać na literaturę i gramatykę. Nie chce mi się zrobić śniadania, o jego zjedzeniu nie mówiąc. Ciągle tylko chce się odciąć od całego świata i zapomnieć o całym tym szaleństwie.
17.11.2009 o godz. 10:35
Nie sądziłam, że kiedyś się do tego przyznam. Nie publicznie i nie na głos. Nienawidzę wszystkich miejsc, które nie są moim domem. Uświadomiłam to sobie dziś rano (czyt. po 5, kiedy obudziła mnie sąsiadka z góry). Nie mogę spać, nie mogę myśleć, nie mogę się uczyć i nie mogę strawić herbaty z chlorem. W poniedziałek mam już dosyć tygodnia i odliczam dni do piątku.
A tak w ogóle to chyba całkowicie stres mnie zżera. Już się przejmuję testem z gramatyki, ze słownictwa (kosmicznego, nawiasem mówiąc) i 'quizem' z literatury amerykańskiej - tak naprawdę to najbardziej szczegółowy test pod słońcem. Nie zapamiętałeś ile listów wkładał do skrzynki listonosz w tekście 'XYZ' - masz problem. Hurra, cieszmy się wszyscy :/
Jest mi smutno, źle i beznadziejnie. Ja chcę do maaaaaamyyyyy! :(
P.S. Ja normalnie tak nie jęczę. Tylko wtedy, gdy cały wszechświat jest przeciwko mnie. Jak teraz właśnie :P
03.11.2009 o godz. 09:44
Jestem już pełnoprawną studentką w wielkim mieście. I już zdążyłam skutecznie je znienawidzić. W drugim tygodniu pobytu w stolycy perfidnie mnie okradli. I żeby nie było, że noszę portfel na wierzchu czy coś - ukradli moją walizkę z przechowalni, a pani, która RZEKOMO wydała ją jakiemuś facetowi na kwit sprzed dwóch dni, twierdzi, że nie wie jak to się stało. To ciekawe kto ma wiedzieć. Głupia krowa. I tak piątkowy wieczór zamiast spędzić w pociągu, spędziłam na policji. Cu-u-dnie! Na szczęście wszystkie dokumenty i pieniądze miałam przy sobie, ale najbardziej nie mogę odżałować notatek i książek, które miałam zamiar zawieźć do domu, żeby się pouczyć w weekend. Zamiast tego piszę do wszystkich czy mogliby mi pożyczyć notatki do skserowania. Nigdy, przenigdy już nie zostawię bagażu żadnej przechowalni. Choćbym miała biegać ze stutonową walizką po całej Warszawie. A tak ku przestrodze - to była przechowalnia w Złotych Tarasach, więc omijajcie ją szerokim łukiem. Niby są kwitki z kasy fiskalnej, monitoring i inne bajery, ale jak widać panie tam pracujące nic sobie z tego nie robią i potrafią wydać bagaż komukolwiek, nawet na stary kwit.
18.10.2009 o godz. 13:30
Zdecydowanie zbyt dużo sobie wyobrażam. Wydaje mi się, że każda piosenka doskonale wpisuje się w moje życie, a tak naprawdę daję się zwieść uniwersalnym stwierdzeniom. A ja przecież tak nienawidzę ogólników i sprowadzania wszystkiego do wspólnego mianownika. Ale co tam. Raz się można dać ponieść:

PIN - 'Pewność niepewna'

"Każdy wierzy, że najlepsze ma przed sobą"

Jakie to proste. W to właśnie wierzymy, prawda? Te wszystkie plany, marzenia... Aż chce się powiedzieć "by żyło się lepiej" :P A tak serio, cholernie to smutne. Naiwnie sobie myślę, że kiedyś będzie lepiej, że wystarczy przetrwać najgorsze, a może nic lepszego mnie już nie spotka.
09.09.2009 o godz. 18:57
Mam doła (nie cierpię tego określenia, ale wszelkie chandry i stany depresyjne są jeszcze bardziej absurdalne, więc niech już będzie). Wydaje mi się, że mam jakoś "okrojone" uczucia. Nie wzrusza mnie wielkie "love story sprzed lat", czyjeś narodziny, małżeństwo. Więcej - to mnie kompletnie przeraża. Za to kocham zwierzęta i niemal płaczę, jak ktoś mówi "to tylko kot/pies/kurczak" itd. Faktycznie. A to tylko człowiek. Też zwierzę, wspaniałomyślni katolicy! Tak, mam coś do tych najbardziej zagorzałych katolików. Zwłaszcza niektórych. Tych, którzy głodzą zwierzęta, trzymają je w zamknięciu 1m x 1m i pędzą do kościoła głosić wszem i wobec o wyższości człowieka nad innymi stworzeniami. Osobiście nie czuję się lepsza od psa czy świnki morskiej tylko dlatego, że jem widelcem i noszę buty. Wiem, że mam jednostronne poglądy. Szczerze mówiąc to mam nawet ograniczone poglądy. Wyrzuciłam ze swojej świadomości tak zwaną miłość, bezinteresowną bliskość i potrzebę wiary w bliżej niesprecyzowane COŚ. No i zostały mi tylko marzenia, które z dnia na dzień wydają mi się coraz bardziej banalne. Bo gdy się spełnią i tak nie będę w pełni usatysfakcjonowana (tak, umyślnie unikam słowa "szczęśliwa"). Gdzie w tym sens? Ups, zaczynam przynudzać. Więc krótko i zwięźle - nuta na dziś:

17.08.2009 o godz. 21:32
Odświeżam sobie pamięć. Cały wczorajszy wieczór (no dobra - bardzo późny wieczór) spędziłam na oglądaniu pierwszego sezonu 'Przyjaciół' na YouTube. Rozwalają mnie te teksty, śmieję się do monitora, mimo, że słyszałam i widziałam już to wszystko :P I niech mi ktoś teraz powie, że Amerykanie to idioci, niczego nie potrafią i celebrują hamburgery. Aha, nadal namiętnie oglądam 'Bones' i jak cała reszta fanów zastanawiam się "czy coś się wydarzy na linii Brennan-Booth"? Chociaż chyba lepsze jest to napięcie, niż sam ewentualny romans :D (wszystko ze mną dobrze, rozróżniam kolory i wiem ile jest 2+2).
12.08.2009 o godz. 09:37
Pokochałam ich teledyski od pierwszego obejrzenia. Polubiłam electropop, niedbały australijski akcent, obłędne makijaże i stylizacje. Istny szał!

'Don't want to talk, all I hear is noise'



09.08.2009 o godz. 12:59


Nie, to nie jest żaden wyznanie. To po prostu wspomnienie zeszłorocznych wakacji, które upłynęły mi na odbywaniu kursu na prawo jazdy. Mój instruktor słuchał Trójki (chwała mu za to!), w której ww. piosenka miała premierę. Świetna nuta. A stawała się jeszcze lepsza, gdy instruktor podśpiewywał pod nosem, opowiadał historie rodzinne, przytaczał śląskie powiedzonka i przeklinał niezdyscyplinowanych kierowców ;] I to nic, że zdałam dopiero za czwartym razem. Kurs wspominam bardzo pozytywnie. Miło spotkać kogoś, kto nie słucha zetki albo rmffm.
08.08.2009 o godz. 20:23


Zacieszam i wybijam nogą rytm ;]
Czasem żałuję, że mam tysiąc pomysłów na sekundę, a przez to słomiany zapał. Postanowię coś i zamiast władować w to całą energię, rozpraszam się na jakichś błahostkach. Chciałabym osiągnąć wszystko na raz, a tylko tracę czas. Dlatego muszę się pochwalić, że udało mi się wykonać kolejny krok we właściwym kierunku. To, co udało mi się ostatnio uzbierać, wspaniałomyślnie wpłaciłam na konto (no dobra, zrobiłam to, żeby mnie nie kusiło :P). W każdym razie cel jest szczytny - zarobić i nie wydać w dniu wypłaty :D
05.08.2009 o godz. 17:59
Ewidentnie się starzeję. Widzę dzieci z podstawówki szalejące na placu zabaw, który mijam w drodze do pracy, i myślę sobie "takim to dobrze". A przecież doskonale pamiętam, kiedy, będąc w wieku pozwalającym na spędzanie całego dnia na zabawie, marzyłam tylko o tym, żeby już pracować, studiować, wszystko samemu załatwiać... Zawsze daję się ponieść wyobraźni i chcę być tam, gdzie trawa jest zieleńsza, a niebo bardziej niebieskie. Bo wszędzie jest lepiej, tylko akurat nie tu, gdzie się znajduję. Ale najbardziej frustrujący z tego wszystkiego jest fakt, że jestem świadoma mojego dziwacznego rozumowania. Szkoda tylko, że nie posiadam iście hollywoodzkiej fantazji i nie wzruszają mnie umoralniające kazania, które w KAŻDYM amerykańskim filmie dodają otuchy najbardziej nawet opornemu przestępcy. Chociaż może trzeba być przestępcą, żeby zadziałały? Tego nie próbowałam...
Wspaniałomyślnie postanowiłam zacząć czytać lektury, które będą omawiane na studiach. I kolejny surprise - Dickens był geniuszem. Serio. Nie sądziłam, że zafascynuje mnie proza, która:
a) nie jest współczesna
b) dotyczy wyższych wartości
c) została powszechnie uznana za arcydzieło.
Więcej takich niespodzianek proszę ;)
03.08.2009 o godz. 09:37
Dawno, dawno temu istniał pewien serwis społecznościowy, który nie przypominał grona i fotki. Byli tam ludzie, którzy po prostu lubili rozmawiać i dzielić się swoimi zainteresowaniami. Nie było żadnej opcji typu "oceń", nie gromadzono znajomych na zasadzie "kto więcej". To był spinacz.pl, który po kilku latach działalności został uśmiercony. Było to powolne konanie. Zaczęło się od nowego właściciela i zmienionego interfejsu. Ale miesiąc temu spinacz.pl stał się kolejną kopią twittera.
Tak, rozpaczam. Lubiłam spinaczowy klimat i poznałam tam fajnych ludzi. Szukam jakiejś niszowej strony społecznościowej. Co prawda nic nie zastąpi spinacza, ale nie zamierzam wesprzeć fotki, grona czy nk. Połowa mojej rodziny przesiaduje na nk, a ja nawet nie mam konta ;P Trzeba iść pod prąd!
30.07.2009 o godz. 10:09
Na chwilę obecną jestem studentką. Jakoś się to wszystko ułożyło. A tak póki pamiętam, ku przestrodze studentów - tysiąc razy czytajcie regulamin studiów na prywatnej uczelni. Bardzo często nawet panie w dziekanacie zbyt dobrze go nie znają, dzięki czemu łatwiej dojść swych praw. W moim przypadku pieniędzy, ale łatwe to to nie jest.
Koniec końców dałam się ponieść "renomie" UW, która podobno procentuje na przyszłość. Niech będzie ;)
Przez ostatni tydzień, a właściwie dwa, snułam się tylko na trasie dom-praca-dom, z krótkimi przystankami na jedzenie. Nie mam ochoty na tv, za to spędzam godziny w necie. Powiadam Wam - genialny był ten, kto stworzył forum internetowe.
A tak "baj de łej" - przejawiam ewidentną fascynację Audrey Tautou. I wszystkimi jej rolami, fryzurami, ubraniami (nie, nie można się tego domyślić, patrząc na avatary :P).



30.07.2009 o godz. 08:25
W poniedziałek ogłoszą listy przyjętych na studia. Jestem prawie pewna, że nie dostanę się w pierwszej turze. Ale zawsze jest to "prawie", które niby robi wielką różnicę i każe mieć nadzieję. Mimo wszystko. Nadzieja matką głupich...
Tagi: studia wakacje
11.07.2009 o godz. 12:29
Oszalałam na jej punkcie! Dlaczego odkryłam ją tak późno? ;]

05.07.2009 o godz. 11:09
Odebrałam świstek potwierdzający, że zdałam maturę. Przedwczoraj zawiozłam cały ten bajzel do jednej ze szkół i czekam. Najpierw na wyniki w internecie z uniwersytetu, a później na rozmowę kwalifikacyjną w innej szkole. Niby nie powinnam się denerwować, bo przecież "jakoś to będzie", ale... kurde, no nie mogę! Okazem obojętności społeczno-edukacyjnej to ja nie jestem. Nie mogę znaleźć sobie miejsca. Zaczynam już zagadywać ludzi, którzy mają nadzieję w spokoju wybrać i wypożyczyć książkę. Aż tu nagle zjawiam się ja i polecam "coś z nowości". Jeszcze się okaże, że jestem główną przyczyną spadku czytelnictwa w mojej miejscowości :P
A w ogóle to dostaję białej gorączki na kolejne rewelacje nt. Michaela Jacksona. Żesz do k**** nędzy! Jak żył to wszyscy się śmiali, że taki on sztuczy, że nosi maseczkę i chodzi pod parasolem. I mega obciachem było przyznanie się, że jest się jego fanem. A teraz? Od kilku dni dowiadujemy się jaki to on był wspaniały, niedoceniany, nieszczęśliwy. No heloł. Od dawna uważam, że był zdolny, ale nie staram się robić jego psychoanalizy opartej na jakichś głupich plotkach i nie ryczę po nocach. Każdy jakoś umrze, ale nie każdy będzie po śmierci najlepiej prosperującą inwestycją XXI wieku :/
03.07.2009 o godz. 09:35
Wypadłam ze standardowego obiegu. Domownicy mają pretensje, że ciągle siedzę zamknięta w pokoju i nawet nie raczę pozmywać po obiedzie. Gdzieś mam talerze i szklanki! Marzy mi się wielki regał, taki na całą ścianę, szczelnie wypełniony książkami. Tak, tak, tak.

Ostatnio przeczytane:
    "Zapach cedru" Ann-Marie MacDonald
    "Zielony trabant" Gacek i Szczepańskiej
    "Angielski pacjent" Michaela Ondaatje
    "Rzeź bezkręgowców" Joanny Chmielewskiej



W planach:
    "Romans z trupem w tle" Ewy Stec
    "Po zachodzie słońca" Stephena Kinga
    "Nigdziebądź" Neila Gaimana.


Mój blog zamienił się w "listę lektur nieobowiązkowych". Cóż, bywa i tak. Ja po prostu mam za****ste wakacje! :D
24.06.2009 o godz. 14:38
Chyba przeszłam na tryb weekendowy. Po pracy nawet nie włączam komputera, bo ciągle przynoszę nowe książki i niespecjalnie interesuje mnie wtedy cyberprzestrzeń.
Wczoraj skończyłam „Tylko razem z córką” Betty Mahmoody. Spędziłam dwa dni nad tą książką i myślałam, że wyjdę z siebie i stanę obok. Przypomniały mi się emocje po przeczytaniu relacji Zany Muhsen („Sprzedane” napisane również przez Mahmoody), uwięzionej kiedyś w Jemenie. Nie rozumiem pobudek, którymi kierują się ludzie ze wschodu, uprowadzając dzieci i kobiety z innych krajów. I nie rozumiem kobiet, które naiwnie zawierają małżeństwa z mężczyznami z zupełnie innego kręgu kulturowego i, jakże ufne swoim mężczyznom, wyjeżdżają z nimi do państw, gdzie wyznacznikiem prawa i obyczajów jest religia. Religia, mająca absurdalne założenia. Religia to opium dla narodu. Nie popieram tego i kompletnie nie rozumiem. Nie od dziś wiadomo, jakie panują obyczaje w krajach muzułmańskich. Wszelkie nadzieje na „wakacje z mężem” często kończą się katastrofą. I to niestety na własne życzenie. Absolutnie nie jestem rasistką. Jestem jedynie przeciwniczką małżeństw między katoliczką, a wyznawcą islamu. Zawsze kończy się to pozbawieniem kobiety wszelkich praw. „Sprzedane” (przeczytane rok temu) i „Tylko razem z córką” dodaję do listy lektur obowiązkowych i bulwersujących zarazem.
12.06.2009 o godz. 20:21
Co za porażka, co za cholerne upokorzenie! Rozwyć się w czyjejś obecności, bo ktoś musnął Cię ręką i dotykał klawiatury, na której musisz później pisać. K***a żesz! Obiecałam sobie, że stworzę tu pozory normalności, bo nienormalności mam wiele na co dzień. Ale nie potrafię. Do cholery ciężkiej nie potrafię! Szlag jasny mnie trafia jak mnie ktoś dotyka. Mam na myśli członków najbliższej rodziny. O obcych nawet nie wspominam, bo to osobny temat.
Wszystkie uroczystości rodzinne, na których, nie wiedzieć czemu, oczekuje się mojej obecności, składają się z muskania, dotykania, całowania i ocierania o siebie. Cholery można dostać. Nienawidzę tego. Obiecałam sobie, że nie dam niczego po sobie poznać, bo zbyt wiele zawdzięczam tejże „podstawowej jednostce społecznej”, żeby publicznie strzelać fochy. Strasznie mnie wkurza jak nie potrafię nad tym zapanować. Powinnam się leczyć. Ale z drugiej strony to mi z tym dobrze. Chyba jestem emocjonalną masochistką. Lubię być odtrącana, żeby później się nad tym rozwodzić. Bo to jest w sumie przyjemne. W ten sposób, stopniowo i ciężką pracą, buduje się pozorną niezależność. Całkowita nie istnieje, więc trzeba się zadowalać pozorami...
„Pozor, pozor” – rzekł Stanisław Dziąsło.
04.06.2009 o godz. 19:27
anna
anna
Skąd: Polska
O mnie: Jestem zakłamaną egoistką, miłośniczką Skandynawii i amerykańskich seriali. Staram się unikać spotkań face-to-face, a w miarę możliwości - wszelkich konfrontacji z ludnością.
statystyki
  • Czas na Bloblo: 0 dni 19 godzin 46 minut
  • Napisanych notek: 36
  • Komentował: 42 razy
  • Zebranych komentarzy: 61
  • Ostatni wpis: 16.05.10, 11:29
  • Wpis średnio co: 25 dni
  • Profil odwiedzono: 14672 razy
  • Ilość avatarów: 9
  • Ilość zdjęć: 0
  • Ilość filmów: 15
  • Ilość logowań: 49
  • Ostatnie logowanie: 16.05.10, 16:52
  • Ostatnio odwiedzili: Lullaby, Bakeneko, earth, upojona, Fretful, Mirabelka, Nightmary, NotForYou, Bahamut, Jordisonka